Kryzys szkoły?

Kryzys szkoły?

Wielu rodziców, ale i nauczycieli, a przede wszystkim dzieci i młodzież, jednym słowem niemal wszyscy, którzy związani są w jakiś sposób z systemem oświaty zadają sobie zasadnicze pytanie w kontekście edukacyjnych doświadczeń: Czy szkoła musi nieodłącznie kojarzyć się z ogromnym stresem? Jak to jest, że u większości dzieci naturalny zapał do uczenia się mija po pierwszym roku w szkole, a zainteresowane wszystkim, pełne entuzjazmu i radości przedszkolaki stają się tak zwanymi trudnymi uczniami?

Jest wiele badań nad przyczynami efektywnej edukacji i wydaje się, że wszystkie ścieżki w poszukiwaniu złotego środka prowadzą do Skandynawii, gdzie uczniowie są w szkole albo szczęśliwi, albo znudzeni, ale nigdy nie są zestresowani. Co ciekawe zapytani o wagary, nie wiedzą, co to jest, a tym bardziej nie widzą sensu uciekania ze szkoły, bo lubią tam chodzić… Wydaje się, że jest gotowy wzorzec. Nic tylko zabrać się do dzieła. Z jakichś tajemniczych powodów w Polsce, ale nie tylko, jest to nie do zrealizowania. W efekcie polska szkoła to instytucja, gdzie biurokracja, procedury, pośpiech, brak komunikacji, nieprzyjazne wnętrza i skrajne niedofinansowanie czynią z niej miejsce, z którego wszyscy bez wyjątku, zarówno uczniowie jak i nauczyciele, najlepiej na dwie minuty przed dzwonkiem uciekają do domu. Tam zestresowani nauczyciele rozpoczynają żmudne dzieło sprawdzania stosów prac, a uczniowie żmudne dzieło odrabiania sterty zadań domowych, które jak pokazują badania, w żaden sposób nie poprawiają efektywności uczenia się…

Jak zatem odnaleźć się w roli rodzica dziecka w wieku szkolnym, nauczyciela w polskim systemie edukacji czy wreszcie w roli ucznia? Co możemy zrobić w obowiązującym systemie, żeby każdej z wymienionych grup było lżej, żebyśmy ze szkoły wychodzili dwie minuty po dzwonku? Gotowych odpowiedzi na nie udziela w książce „Kryzys szkoły” Jesper Yuul światowej sławy pedagog i terapeuta, ale jego postulaty to rewolucja, na którą, wydaje się, nie powinniśmy liczyć w najbliższym czasie w polskim systemie edukacji ( na marginesie – gorąco polecam tę pozycję wszystkim tym, dla których edukacja z jakichś powodów jest ważna). Wybierając póki co tylko niektóre z jego propozycji, być może dotrzemy kiedyś drogą ewolucji do szkoły szczęśliwej, niespiesznej, pełnej radości i ciekawości… Oto niektóre z jego postulatów.

Co możemy jako rodzice zrobić dla naszych dzieci w wieku szkolnym?

Możemy spróbować zrozumieć, że mit o dobrej edukacji jako przepustki do świetlanej przyszłości jest z gruntu fałszywy. Wszelkie statystyki pokazują, że 80 % ludzi najbardziej kreatywnych odgrywających znaczącą rolę w życiu społecznym, naukowym czy politycznym miało problemy w szkole. Wielu z nich było dyslektykami, niektórzy w ogóle nie dokończyli edukacji.

Możemy też zastanowić się nad tym, że społeczny nacisk na zdobywanie jak najlepszego wykształcenia powoduje niebywałą presję, która ma ogromny wpływ na relacje dzieci i rodziców. Każdy komunikat ze strony najważniejszych dla dziecka osób (rodziców) o tym, że należy spełnić wymagania jakiejś instytucji, żeby mieć nadzieję na dobrą przyszłość zabiera dziecku cząstkę poczucia jego własnej wartości.

Powinniśmy także wziąć pod uwagę wyniki badań, które jednoznacznie potwierdzają, że tak zwani dobrzy uczniowie z pierwszych ławek, to ludzie najbardziej potrzebujący pomocy w dorosłości. To właśnie oni zwykle zapełniają poradnie zdrowia psychicznego zmagając się z depresją, wypaleniem zawodowym czy różnego rodzaju uzależnieniami, chociaż mniej więcej do czterdziestego roku życia wiodą pozornie szczęśliwe życie.

W sytuacji kiedy pojawiają się jakieś problemy w szkole,  możemy pomóc dziecku sygnalizując, że będziemy je wspierać, co nie oznacza wrogiej postawy wobec szkoły i nauczycieli. Po drugiej stronie jest przecież potężna instytucja, która posiada ogromną władzę.

Możemy wreszcie zamiast o przyszłość zadbać o tu i teraz i cieszyć się wspólnie spędzanym czasem. Wzmocnione w ten sposób dzieci z pewnością łatwiej poradzą sobie z różnymi przeciwnościami losu.

Co mogą zrobić nauczyciele? Już przeczytanie pozycji ”Kryzys szkoły” będzie dużym krokiem naprzód i być może spowoduje tak bardzo potrzebną nam wszystkim refleksję nad tym, dokąd zmierzamy, my odpowiedzialni dorośli. Co mogą zrobić dzieci?  Za namową rodziców, nauczycieli i innych ważnych dorosłych i przy ich nieustającym wsparciu powinny spróbować  znaleźć równowagę między obowiązkami, a adekwatnymi do wieku radościami, których jest  tak wiele wokół nas. To przecież esencja życia, nauczyć się brać pełnymi garściami wszystko, co przyczynia się do naszego dobrostanu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 − eight =